wtorek, 5 lutego 2013

Sowy...

Od pewnego czasu w moim umyśle panuje zasowienie.... Nie wiem, kiedy się pojawiło, zawsze obecne było tam zupełne zkotowienie, a teraz do kotów w całym mieszkaniu powoli dołącza coraz więcej sów. Mój rozum się wyłącza, kiedy widzę piękną sowę, pragnę jej, muszę ją mieć ;) W planach mam jeszcze wiele sów. Na razie udaje mi się łamać przed zakupem bodziaków, śpioszków, apaszek, śliniaków, pościeli, zabawek w sówki, obrazków z sowami, naklejek z sowami... ale wiem, że do czasu :D Nie mam aż tak silnej woli ;) 

Jak na razie w moim domu goszczą:












piątek, 1 lutego 2013

1 dzień

Dawno nic nie pisałam, ale miałam nawal pracy, a w domu z powodu remontu sypialni trochę brak warunków do pisania. 

Ale dzisiaj jest pierwszy dzień, kiedy nie muszę już jechać do pracy. W końcu zdecydowałam się odpuścić, przekonała mnie to tego głównie jedna rzecz. Niestety na badaniach obciążenia glukozą wyszedł mi zły wynik, nie jest to cukrzyca ciążowa, ale stan przedcukrzycowy. Po wizycie w poradni cukrzycowej, gdzie skierował mnie mój lekarz ginekolog, niestety musiałam zejść z chmur na ziemię. Trochę przerosła mnie ta sytuacja - dieta, którą muszę teraz stosować oraz mierzenie poziomu glukozy w krwi glukometrem 6 razy dziennie. Stało się to bardzo kłopotliwe, kiedy chodziłam do pracy. Również doskwierało mi już zmęczenie wczesnym wstawaniem o 5 lub 6, kiedy to w nocy budzę się średnio co 1,5 godziny i idę do toalety, poza tym dojazdy codziennie prawie 40 km w jedną stronę też robiły swoje, a nawet samo siedzenie 8 godzin przy komputerze ( lekarz powiedział że mogę maksymalnie 6 godzin, ale jak to zrobić?). Wszystko to złożyło się na to, że z wyrzutami sumienia (niestety) ustąpiłam i dałam sobie w końcu odpocząć. 
Od dzisiaj będę się starała wyrobić sobie jakiś inny rytm dnia od tego, do jakiego przywykłam przez ostatnie hmm chyba 7 lat. 

Poza tym mam przecież masę rzeczy do zrobienia :) Czekaja mnie końcowe przygotowania przed porodem (wiele rzeczy jeszcze nie mam), ale także przygotowania do ślubu  który odbędzie się za 2 tygodnie. Na pewno mam co robić i to mnie cieszy, bo z doświadczenia wiem, że moje siedzenie w domu nie wpływa dobrze na moją psychikę :)

Na razie obserwuję postępy w remoncie i planuję, jak zagospodarować kącik dla naszej malutkiej. Na ścianie wyszedł piękny kolor turkusowy, który cieszy oczy i poprawia nam humor. O to właśnie chodziło :)
Wkrótce pokażę stan końcowy pokoju w porównaniu ze stanem przed.

Jeśli chodzi o mnie i malutką, czujemy się dobrze. Wkrótce czeka nas wizyta na USG 3d/4d, to będę miała jej nowe zdjęcie, już ostatnie, zanim się zobaczymy :) no i oczywiście sprawdzimy czy wszystko nadal jest w porządku.
W przyszłym tygodniu czeka mnie również druga wizyta u okulisty, żeby sprawdzić czy na dnie oka nie ma jakiś wad, bo na początku ciąży niestety coś tam w jednym oku już się działo. Mam wadę wzroku i noszę soczewki, jednak podczas ciąży najczęściej noszę okulary. Dodatkowo mam alergię na kurz, roztocza i mojego kota, a nie zażywanie żadnych leków w ciąży sprawia, że nieraz oczy strasznie mnie swędzą i są podrażnione, wtedy lepiej nie nosić soczewek. 

Podsumowując - w środku trwania 30 tygodnia - 10 kg na plusie, w pępku obwód 104 cm :) Rozstępów na brzuchu brak, jeden na piersi. 
Ogólne samopoczucie dobre, czasem tylko stany depresyjne, płacz z byle powodu no i ogólnie  codzienne zmęczenie materiału ;) 

Co porabiamy?

Czytamy Wizaż ...



Robimy pomiary i dietujemy...


Czekamy na wiosnę ...